Ciekawostki / MIODY / Strona główna <

 

 

 Nasze smakowite

„Miodofrutti z żurawiną” z Łukowej i mozzarella z Łaszczowa to najsmakowitsze produkty Lubel- szczyzny. Wyróżniono też miody z Biszczy. Ich producenci otrzymali tytuł „Wojewódzkiego Lidera Smaku”

Miodofrutti z żurawiną” produkowane jest przez pasiekę Pszczelarz Kozacki Tadeusza Kozaka z Łukowej. Miodofrutti to - jak zachwala Kozak - doskonałe połączenie naturalnego miodu pszczelego z pasiek Roztocza i Puszczy Solskiej oraz świeżych soków owocowych. Choć jurorom posmakowało „miodofrutti z żurawiną” (zajęło I miejsce w kategorii produkty cukiernicze), Tadeusz Kozak miesza miody także z sokiem z cytryny, wiśni, czarnej porzeczki, maliny i pomarańczy. I słusznie, bo „miodofrutii z maliną”, a także „miód leśny” to kolejne nagrodzone produkty z pasieki Kozaka.
Jurorom posmakowały nie tylko miody z Łukowej, ale także „miód lipowy” i „roztoczański miód gryczany”, produkowane przez FPHU „Omega” Mariana Pintala z Biszczy. Te cztery produkty otrzymały tytuł „Laureata Wojewódzkiego Lidera Smaku”.
Zadowoleni są też przedstawiciele Zakładu Mleczarskiego w Łaszczowie. Produkowana tam mozzarella zdobyła I nagrodę w kategorii sery i inne produkty spożywcze. Laureaci przez rok mają prawo korzystać z godła „Wojewódzki Lider Smaku” w działaniach promocyjnych i umieszczać je na opakowaniach produktów.


 

 

Ule, droga i sąsiedzi

Anna S. ze Zwierzyńca przekonywała przed sądem, że pszczoły sąsiada zatruły jej życie. Pszczelarza już nie było. Pszczół także. Proces trwał

Pszczoły nad ulicą Biłgorajską w Zwierzyńcu fruwały przez kilkadziesiąt lat. Anna S. powiedziała „dość” dwa lata temu, kiedy uznała, że nie może dłużej tolerować owadów wpadających przez okno do mieszkania i zatruwających życie od wiosny do jesieni. Przekonuje, że pszczoły były też zagrożeniem dla jej zdrowia, a nawet życia. Żądliły ją, jej męża, dzieci i wnuki.
- Jestem uczulona – mówi dziś kobieta.
Zdaniem Anny S., dokuczliwe były szczególnie pszczoły należące do sąsiada, Stanisława K. Dlatego w marcu 2006 r. wystąpiła do sądu, domagając się usunięcia pasieki składającej się z 56 uli. W pozwie argumentowała, że ule stoją zbyt blisko jej posesji (ok. 3 metry od okna) i wzdłuż całej drogi dojazdowej. W lecie nie można tamtędy przejść.
„Przelot ciągły pszczół przez działkę uniemożliwia jej zasianie, bowiem pszczoły cały czas przemieszczają się na różne rośliny” – napisała w pozwie kobieta. Przekonywała, że wielokrotnie prosiła sąsiada, aby wywiózł ule gdzie indziej: do lasu, na pola, łąki. Bezskutecznie. A był czas, kiedy pasieka liczyła nawet 120 uli. Wszystkie stały na niewielkiej działce koło domu.

Droga i pszczoły
Stanisław K. roszczeniami sąsiadki był zaskoczony. Przekonywał, że pasiekę miał jeszcze jego ojciec. Ule stoją na działce od 1965 r. Anna S. jego sąsiadką jest od 30 lat. Nigdy nie skarżyła się na pszczoły. Nie słyszał też, aby została poważnie pożądlona ona sama, ani też jej dzieci lub wnuki.
- Moja pasieka jest ubezpieczona od odpowiedzialności cywilnej, więc z wypłatą odszkodowania nie byłoby problemu, gdyby tylko przedstawiła dokumenty, że użądlenia miały rzeczywiście miejsce - dowodził Stanisław K. przed sądem.
Był zdziwiony zarzutem, że to akurat jego pszczoły atakowały sąsiadkę, skoro po drugiej stronie jej działki stoją ule innego pszczelarza. W odpowiedzi na pozew dowodził, że pasieka prowadzona jest zgodnie ze sztuką pszczelarską. Ule oddalone są od posesji Anny S. ok. 15 metrów i odgrodzone wysokim na trzy metry żywopłotem z drzew i krzewów. Za absurdalny uznał argument, że przez pszczoły kobieta nie może uprawiać swojego ogródka. Wprost przeciwnie – dowodził - to dzięki nim miała tak dorodne poziomki, truskawki, maliny i drzewa owocowe.
Stanisław K. do końca procesu nie doczekał. 4 listopada 2006 r. zmarł nagle na zawał serca. Jego bliscy przekonują, że przy stole, gdy przygotowywał kolejne pismo do sądu.
- Zabił go ten spór. Strasznie się nim przejmował. Był pszczelarzem z zamiłowania, inżynierem rolnictwa z wykształcenia, znał się na pszczelarstwie – mówi wdowa po Stanisławie K.
Anna S. nie czuje się tej śmierci winna.
- Co oni potem po jego śmierci wyrabiali. Zapalali przy ogrodzeniu znicze, wieszali czarne wstążki. Jedna do tej pory wisi. Do domu szłam jak na cmentarz. Do księdza nawet w tej sprawie chodziłam – mówi Anna S.
Irena K., wdowa po pszczelarzu uważa, że tak naprawdę nie o pszczoły w tym sporze chodzi, ale o drogę dojazdową do posesji Anny S. W 2005 roku sąsiadka wniosła o jej zasiedzenie. Stanisław K. nie wyraził na to zgody twierdząc, że to jego własność. Sprawa nie jest prawomocnie zakończona, bo sąd zawiesił wydanie rozstrzygnięcia w tej sprawie do czasu zakończenia postępowania spadkowego po zmarłym Stanisławie K.

Wygrali czyli przegrali
O ile w sporze o drogę sąd czeka na zakończenie sprawy spadkowej, o tyle w procesie o pszczoły, sąd w miejsce zmarłego pszczelarza wezwał po stronie pozwanych jego żonę i trzy córki (od wielu lat mieszkają poza Zwierzyńcem). Uznał, ich za następców prawnych.
Wczesną wiosną 2007 r. Irena K. postanowiła zlikwidować pasiekę. Dała do gazety ogłoszenia o sprzedaży bądź wydzierżawieniu uli. Wiele z nich po zimie pozostało pustych, bo 30 rodzin nie przetrwało mrozów. Kilka rodzin oddała zaprzyjaźnionemu pszczelarzowi, resztę wydzierżawiła.
- Zabrakło pszczelarza i nie miał kto zająć się pszczołami – mówi Irena K.
Sąd próbował namówić obie strony do ugody. Bezskutecznie. Zarówno Anna S. jak i rodzina K. poniosły koszty sądowe, z których zwrotu nie chciały zrezygnować.
7 listopada 2007 r. sąd wydał wyrok, w którym oddalił roszczenie Anny S. Wydawałoby się, że w przypadku takiego rozstrzygnięcia rodzina K. powinna być zadowolona, ale nie była. Sąd uznał bowiem, że skoro w toku procesu sądowego nie czekając na wyrok zlikwidowali pasiekę, to tym samym spełnili żądanie Anny S. Czyli w rzeczywistości są stroną przegraną. Konsekwencją tego stanowiska było obciążenie ich kosztami sądowymi w wysokości 815 zł.
- Zlikwidowaliśmy pasiekę, bo zabrakło pszczelarza. Tylko i wyłącznie dlatego, a nie z powodu tego, że Anna S. ma rację. Uważamy, że nie ma, bo nie przedstawiła dowodów na uciążliwość pasieki. Gdyby mąż żył, pasieka istniałaby nadal. Nie rozumiemy, dlaczego sąd przyjął naszą winę – dowodzi wdowa po pszczelarzu.
- Uznaliśmy, że szkoda pszczół. Mieszkamy za daleko od Zwierzyńca, aby się zajmować ulami. Ponadto zaniedbane pszczoły mogłyby się zacząć roić. To dopiero byłoby zagrożenie dla sąsiadki – dodaje Elżbieta C., córka Ireny K.
Kobiety wniosły apelację do Sądu Okręgowego w Zamościu dowodząc, że sąd pierwszej instancji powinien umorzyć sprawę.
W ubiegły piątek sąd oddalił ich apelacje, znosząc jednocześnie koszty postępowania między stronami procesu. Zarówno przed sądem pierwszej, jak i drugiej instancji. Wyrok oznacza, że rodzina K. nie musi płacić Annie S. żadnych pieniędzy.

 

 

 

Pszczoła temu winna

Pszczoły pożądliły sąsiadkę pszczelarza. Sąd miał rozstrzygnąć czy pszczelarz zachował należyte środki ostrożności przy trzymaniu tych pracowitych owadów. Aby to uczynić, sędzia musiał sięgnąć do przepisów wydanych przez... cesarza Franciszka Józefa

Jerzy A., mieszkaniec jednej z zamojskich wiosek, pszczoły hoduje od 20 lat. Czternaście uli ustawił na swojej działce. Pasiekę od posesji sąsiadów oddziela stojąca na granicy działek wysoka obora. Ale to dla pszczół nie przeszkoda. Dopadły sąsiadkę Jerzego A. Pożądliły ją tak bardzo, że musiała skorzystać z pomocy lekarza.
Kobieta poskarżyła się policji. Twierdziła, że to nie pierwszy raz. Zeznała, że pszczoły „pogryzły” wcześ- niej także psa i krowę. Owadów obawiają się także jej dzieci.
Policjanci obwinili pszczelarza o to, że nie zachował należytych środków ostrożności przy trzymaniu pszczół, w wyniku czego pożądliły Beatę Z.
Sprawa trafiła do zamojskiego sądu grodzkiego. Sąd musiał zdefiniować, jakie są owe „należyte środki ostrożności przy trzymaniu pszczół”. O tym, że tego typu sprawy rzadko trafiają na wokandę sądu świadczy choćby fakt, że w Polsce nie ma wyodrębnionego zbioru przepisów regulujących gospodarkę pasieczną. Nie ma też przepisu regulującego odległość pasieki od granicy działki sąsiada. Tego typu unormowania są natomiast w przepisach wydanych jeszcze za czasów zaborów i to na nie powołał się sąd.
Sięgnął m.in. do patentu cesarzowej Marii Teresy z 8 kwietnia 1775 r. oraz przepisów wydanych przez cesarza Franciszka Józefa. Stanowiły one, że ustawienie pni pszczół w odległości mniejszej niż 10 metrów od uczęszczanej drogi publicznej, obcego domu mieszkalnego, stajni, podwórka lub ogrodu domowego jest możliwe, kiedy pszczoły wylatujące z ula wznoszą się na początku 3 metry ponad tymi miejscami lub też, jeśli między nimi a pasieką wznosi się mur, gęsta ściana krzewów lub podobne ogrodzenie na 3 metry wysokie. Z kolei na terenie zaboru rosyjskiego obowiązywało prawo zwyczajowe, które przewidywało, że ule mogą być stawiane w odległości 10 kroków od granicy sąsiada, a 30 od dróg i cudzych domów.
Aby rozstrzygnąć wszelkie wątpliwości, sąd powołał jeszcze biegłego pszczelarza. Ten razem z sędzią prowadzącą sprawę przeprowadził na miejscu zdarzenia wizję lokalną i stwierdził, że usytuowaniu pasieki Jerzego A. nic nie można zarzucić. Mieści się w ogólnie przyjętych i wymaganych od pszczelarza ustaleniach prawa zwyczajowego.
W swojej opinii biegły podkreślił też, że nigdy nie można ustrzec się na sto procent użądlenia pszczół lub innych owadów. Nawet, jeśli nie ma w bliskiej odległości uli, użądlenia się zdarzają.
Opierając się na tej opinii sąd uniewinnił pszczelarza od zarzutu.

 

 

 

 


Ratel, miodożer (Mellivora capensis)

 


Miodowód duży (Indicator indicator)

 

 

Miodowód białodzioby, niepozorny afrykański ptaszek (Indicator indicator) wykazuje zdumiewającą inicjatywę w zdobywaniu sobie pomocników czy służby. Po zlokalizowaniu na podstawie obserwacji lotu pszczół ich gniazda w dżungli, miodowód udaje się na poszukiwanie kogoś, kto potrafi się dobrać do pszczelego gniazda. Sam nie potrafi.
Kiedy znajdzie w okolicy innego amatora miodu - miodeżera, wtedy miodowód informuje miodożera przy pomocy 'mowy ciała' i razem udają się na wyżerkę. Miodożer (Melivora capensis, czyli ratel) nie boi się żądeł, łazi po drzewach, kocha miód i rozumie sygnały miodowoda. Z braku miodożera, miodowód chętnie wysługuje się pawianami i ludźmi z okolicznych wiosek. Po rozdrapaniu gniazda partnerzy dzielą się łupem - miodożer czy człowiek zadowala się miodem, a miodowód kocha się w wosku. Rzecz jednak w tym, że żaden kręgowiec nie dysponuje enzymami, które by pozwoliły na trawienie wosku.
Potrzebny jest więc następny partner - są nim mikroorganizmy żyjące w jego przewodzie pokarmowym. Właściwie miodowód nie je wosku, on go tylko połyka, zjadają wosk mikroorganizmy, a on zjada te mikroorganizmy. Ale nie dość na tym. Miodowód tak się zapalił do korzystania z pomocy różnych sług, że nawet wychowanie swoich młodych zleca innym. Jest, jak kukułka, pasożytem lęgowym i podrzuca swoje jaja innym dziuplakom.

 

 

 

Wytrych do ula

 

W portugalskiej kronice sprzed trzystu lat spotykamy relację misjonarza z zachodniej Afryki o niezwykłym wydarzeniu, jakie miało miejsce w zbudowanym tam przez kolonizatorów katolickim kościele. 

Podczas uroczystej mszy, połączonej ze śpiewami i grą na organach, przez otwarte drzwi zakrystii wleciał skromnie ubarwiony ptak, trochę większy od wróbla, siadł na ołtarzu obok woskowej świecy i, poćwierkując wesoło, dziobał ją dłuższy czas.
Misjonarz nie przeszkadzał mu i nie przerywał mszy: w niespodziewanym upierzonym gościu chciał widzieć znak łaski bożej. Najadłszy się do syta, ptak zamachał ogonkiem, zrobił kilka podskoków na ołtarzu i wyfrunął z kościoła. Podziobaną świecę wystawiono na pokaz, jako namacalny dowód cudu. Murzyni nie dostrzegali w tym niczego nadzwyczajnego, co ksiądz tłumaczył sobie zatwardziałością ich dusz, tkwiących w pogaństwie. Historia ta jest z pewnością prawdziwa. Jednak ma wartość nie tyle dla religioznawców, ile dla przyrodników. Jest to bowiem pierwszy opis nader oryginalnego ptaka, który - choć spokrewniony z naszymi dzięciołami - ma wygląd całkiem niepozorny. Miodowód, o którym mowa, to niewielki szarobrązowy ptaszek; tylko w locie odsłania żółte pasy puchu pod skrzydłami.

Wspólnik człowieka w ograbianiu pszczół

Miodowód białodzioby powiększył listę zwierząt, które uzależniły się od człowieka, ale - w sposób nader szczególny. Nie opuszcza on bujnej tropikalnej dżungli, nie odwiedza wiosek, nie przeszukuje podwórek i śmietnisk. Zresztą nie znalazłby tam dla siebie niczego jadalnego. Gdyby umiał myśleć, upodobałby sobie przysłowie: "Jeśli góra nie przyjdzie do Mahometa, to Mahomet przyjdzie do góry". Miodowód spotyka się z człowiekiem dopiero wówczas, gdy ten wkroczy do jego lasu. Ich wzajemne związki tak opisuje, na podstawie własnych spostrzeżeń, amerykański ornitolog Herbert Friedmann:
"Gdy ptak jest gotów rozpocząć prowadzenie, zbliża się do człowieka i zaczyna ćwierkać serię powtarzających się dźwięków, bądź zatrzymuje się, przywabiając go głosem, by podszedł bliżej. To ćwierkanie przypomina dźwięki, jakie słyszy się przy potrząsaniu niepełnym pudełkiem zapałek. Potem odlatuje, siada na gałęzi, wachluje ogonem i bije skrzydłami.
Gdy człowiek podchodzi, ptak sfruwa z gałęzi, opuszczając się w dół, przechodzi na inne drzewo, często poza zasięgiem wzroku idącego za nim. Tam czeka, głośno ćwierkając, póki się znów do niego nie podejdzie, po czym sytuacja się powtarza. Trwa to dopóty, aż obaj dotrą w najbliższe sąsiedztwo gniazda pszczół. Teraz ptak czeka, aż jego towarzysz dobierze się do barci i odejdzie z wydobytymi plastrami miodu. Dopiero wtedy schodzi do splądrowanego gniazda i zaczyna się pożywiać rozrzuconymi dokoła kawałkami plastra. Ptak może czekać nawet do półtorej godziny."

Wosk jak witaminy

Afrykanie tak bardzo cenią tego ptaka, że dzielą się z nim łupem nie tylko wówczas, kiedy właśnie on odkryje rój. Zwłaszcza Pigmeje, dla których jesień - dzięki miodnemu żniwu - jest szczęśliwym okresem obfitości, nigdy nie zapominają o swoim małym rozćwierkanym przewodniku. Podczas święta miodobrania, będącego najradośniejszą uroczystością ludu puszczy, w równych odstępach wokół obozowiska układają kawałki wosku i larwy pszczele tkwiące w plastrach.
Pierwsi Europejczycy posądzali Pigmejów o głupotę albo skąpstwo: objadłszy się do syta słodkim specjałem, wiernemu sojusznikowi zostawiają niejadalny wosk. Pierwotni ludzie są jednak dobrymi obserwatorami przyrody i warto ich zdaniu zaufać. Otóż miodowody to jedyne kręgowce wytwarzające w przewodzie pokarmowym specjalny enzym, który pozwala trawić wosk. Nie jest to wyłączny ani główny ich pokarm, ale niezbędny do życia - jak dla nas witaminy.

Mordercze pszczoły

Pszczoły, zwane zabójcami, to gatunek-mieszaniec, odnaleziony ostatnio w Brazylii i opisywany jako niezwykle agresywny. Podobno poszerzają one bez przerwy swój zasięg i z taką szybkością, że do USA dotrą w 1990 roku. Pszczoły-zabójcy to krzyżówka między łagodną pszczołą europejską a agresywnym szczepem afrykańskim, importowanym do Brazylii około roku 1955. Pszczoły afrykańskie są znacznie płodniejsze od swych europejskich kuzynów oraz pracują więcej godzin na dobę w gorszej pogodzie. Mają także znacznie większe tendencje do uciekania z ula pszczelarza i dziczenia. Rój afrykański uciekł po raz pierwszy w Sao Paulo w roku 1957. Pszczoły szybko zaczęły się krzyżować z rasą europejską i rozprzestrzeniać po całej Brazylii. Zasięgiem swym obejmują obecnie większy obszar niż całe Stany Zjednoczone wraz z Alaską. Znane są przypadki masowych ataków na ludzi i zwierzęta. Zanotowano już pierwsze ofiary śmiertelne. Mimo jednak rzekomego niebezpieczeństwa, brazylijscy pszczelarze na powrót udomowili wiele zdziczałych rojów i zadowoleni z dużej produktywności swych podopiecznych, nie są zainteresowani zmianą ich zwyczajów na łagodniejsze poprzez na przykład skrzyżowanie z bardzo "posłuszną" rasą włoską. Niektórzy eksperci oceniają, że zasięg dzikich szczepów morderczych pszczół powiększa się co rok w każdym kierunku o 320 kilometrów w linii prostej. Jeśli dotrą one w końcu do Stanów Zjednoczonych i poczną się tam krzyżować z niezliczonymi odmianami domowymi, niektórzy twierdzą, że stanowić będą straszliwe zagrożenie dla życia ludzi i zwierząt w rejonach rolniczych i od czasu do czasu nawet w dużych miastach. Inni eksperci uważają, że doniesienia o rzekomo potwornej agresywności pszczół są mocno przesadzone. Roger A. Morse, profesor rolnictwa na uniwersytecie w Comell, twierdzi, że "pszczoły -zabójcy" wcale nie są bardziej bojowe od innej rasy, równie agresywnych pszczół cypryjskich, często hodowanych w wielu krajach, a nie mających tak złej sławy. Poza tym "zabójcy" jako krzyżówki są mniej złowrogie niż ich czystej krwi afrykańscy przodkowie. Krwiożerczość tych stworzeń przejawia się pozornie najwyraźniej w masowych atakach na zwierzęta i ludzi. Ataki te jednak, jak utrzymują eksperci od apiologii (nauki o pszczołach), mają podłoże czysto chemiczne, a nie wypływają z jakiejś szczególnej złośliwości z ich strony. Kiedy rozdrażniona pszczoła żądli i odlatuje, pozostawia w ciele ofiary żądło i część własnych trzewi. Zawierają one pewien związek chemiczny, octan izoamylu, którego zapach wydaje się przyciągać pszczoły. Jeśli ofiara wpada w panikę, miotając się z pewnością zmiażdży kilka pszczół, zwiększając w ten sposób ilość tego związku chemicznego w powietrzu. Ponieważ nowe brazylijskie pszczoły poruszają się zwykle w większych rojach niż inne rasy, jest statystycznie bardziej prawdopodobne, że więcej z nich odpowie na chemiczny sygnał i zaatakuje przerażoną ofiarę. Profesor Morse utrzymuje także, że pszczoły-zabójcy nie mają szans na zaadaptowanie się do klimatu umiarkowanego. Wskazuje na fakt, że południowoamerykańskie rasy, przystosowane do klimatu tropikalnego i subtropikalnego, nie wykształciły w sobie "zimowego zbijania się w kupę", co jest niezbędne do przetrwania surowych zim. Tak więc specyfika stref umiarkowanego klimatu Ameryki Północnej i Południowej wpłynie na zahamowanie ekspansji tych owadów.
 ☺

 

    • Australijskie mrówki miodowe mają zwyczaj poić niektóre robotnice zebranym nektarem do tego stopnia, że rozdęcie odwłoków nie pozwala im chodzić. Wtedy to zostają one zawieszone w ich podziemnych korytarzach i służą za spiżarki dla całej kolonii.

       

    • Najszybszym zwierzęciem lądowym jest gepard (110 km/h), a najszybszym morskim – ex aequo tuńczyk i orka (75 km/h), a najszybszym ptakiem jest ptak geparda.

       

    • Wśród gatunków królestwa zwierząt 75% stanowią owady. Jest to zdecydowanie najliczniejsza gromada zwierząt. Najliczniejszym rzędem owadów są chrząszcze. Co trzeci owad jest chrząszczem.

       

    • Świerki sitkajskie to najwolniej rosnące drzewa. Po 100 latach mają wysokość około 28 cm i średnicę pnia – 2,5 cm.

       

    • Bambusy wietnamskie to najszybciej rosnące rośliny. Mogą one przyrastać do 2 metrów na dobę.

       

    • Istnieją ssaki o strukturze społecznej podobnej do tej u pszczół. Są to afrykańskie gryzonie – golce. W ich społeczności jest królowa, król i robotnicy. Tylko królowa rodzi młode, a robotnicy kopią chodniki, dostarczają kolonii pokarm i bronią królowej.

       

    • Koszenila to czerwony barwnik naturalny dodawany czasem do napojów. Uzyskiwany jest on z owadów z rzędu czerwców. To właśnie od tych owadów pochodzi polska nazwa „czerwiec”, bo to w tym miesiącu pradawni Słowianie zbierali czerwce i suszyli je w celu uzyskania z nich koszenili. Słowiańska nazwa „czerwony” też pochodzi od czerwców.

       

    • Najwyższą trawą na świecie jest indyjski bambus kolczasty. Czasem dorasta do wysokości 37 metrów.

       

    • Storczyki biją rekordy jeśli chodzi o liczbę nasion w owocu. Jeden owoc storczyka może mieć ich do 5 mln. Są one tak lekkie, że taka ich liczba waży tylko ok. 2 gramów.

       

    • Największe owoce na świecie wytwarza rosnąca na Seszelach palma dziworzesznia. Ich ciężar to ok. 24 kg.

       

    • Największe liście na świecie ma roślina o nazwie rafia włóknodajna. Dorastają one do 20 metrów długości.

       

    • Największym żywym organizmem żyjącym obecnie na Ziemi jest drzewo: mamutowiec olbrzymi. Waga niektórych osobników sięga 2000 ton.

       

    • Drzewem dorastającym do rekordowych wysokości jest sekwoja wieczniezielona rosnąca w Kalifornii. Niektóre osobniki mierzą nawet 110 metrów.

       

    • Około 500 gatunków roślin wyspecjalizowało się w chwytaniu i zjadaniu zwierząt.

       

    • Kopce termitów mogą mierzyć do 6 metrów wysokości i zawierać ok. 1 mln osobników.

       

    • Najcięższym owadem świata jest afrykański chrząszcz goliat. Jego waga dochodzi do 100 gramów.

       

    • Całkowity ciężar owadów zamieszkujących nasz glob jest 200 razy większy od ciężaru wszystkich ludzi.

       

    • Szacuje się, że liczba wszystkich osobników owadów całego świata to kwadrylion, czyli miliard miliardów.

       

    • Najbardziej jadowitą żabą jest żaba złocista. Jej ciało zawiera jad wystarczający do zabicia 2000 ludzi.

       

    • Największym współczesnym gatunkiem żółwia jest żółw skórzasty. Jego waga dochodzi do 450 kg.

       

    • Największym płazem świata jest występująca w Japonii salamandra olbrzymia. Może ona mierzyć do 160 cm i ważyć do 40 kg.

       

    • Największym współcześnie żyjącym gadem jest krokodyl różańcowy żyjący na terenie południowej Azji i północnej Australii. Niektóre osobniki mają do 7,6 metra długości i ważą około 2 ton.

       

    • Noworodek płetwala błękitnego waży około 10 ton, czyli jest 2 razy cięższy od dorosłego słonia afrykańskiego.

       

    • Trzy szczury pochłaniają taką ilość pokarmu co pojedynczy człowiek, choć sumarycznie ważą one niecałe 3 kg.

       

    • Jaja żurawia mogą przez wiele godzin pozostawać bez opieki, a odporność na wychłodzenie zarodki w jaju zawdzięczają temu, że potrafią przechodzić w stan hibernacji.

       

    • Bóbr jest w stanie w pół godziny przegryźć i powalić drzewo o średnicy 12 cm.

       

    • Człowiek po utracie wody równej 1/8 wagi ciała umiera. Wielbłąd potrafi wytrzymać utratę nawet 1/3.

       

    • Jednym kłapnięciem szczęki hiena potrafi przegryźć kość udową konia.

       

    • Latające ryby mają płetwy piersiowe o dużej powierzchni, które służą im za skrzydła po wyskoku z wody. Potrafią one wyskoczyć na wysokość 6 metrów i przebyć odległość do 300 metrów.

       

    • Jerzyki - ptaki występujące w Polsce potrafią w poszukiwaniu pożywienia w oddalić się od gniazda o 400 km i do niego wrócić. I to wszystko w przeciągu jednego dnia.

       

    • Mszyce z rodziny miodownicowatych to główni producenci spadzi - substancji, którą zbierają pszczoły, by wytworzyć z niej miód spadziowy.

       

    • Sieci tkane przez pewne pająki z Papui Nowej Gwinei są tak mocne, że są używane przez tubylców do połowu ryb.

       

    • Gniazdo bociana białego może mieć do 2 metrów średnicy i ważyć do 500 kg.

       

    • Wzrok sowy - płomykówki jest około 100 razy lepszy od ludzkiego.

       

    • Żyjący w Australii kangur rudy potrafi podczas jednego skoku wzbić się na wysokość 3 metrów i pokonać dystans 9 metrów.

       

    • Niektóre ptaki, np. drozdy czy sójki uprawiają tzw. mrówkowanie. Siadają wtedy w pobliżu mrowiska, rozkładają skrzydła i pozwalają mrówkom chodzić po ich ciele. Nie jest jasna przyczyna tego zachowania. Może to być albo próba usunięcia zewnętrznych pasożytów albo załagodzenia bólu związanego ze wzrostem piór.

       

    • Larwa biedronki zjada w przeciągu swojego życia około 600 mszyc.

       

    • Kruki to ptaki długowieczne. Niektóre osobniki dożywają wieku 100 lat.

       

    • Chmara szarańczy może liczyć kilkanaście miliardów osobników.

       

    • Bobry uważane były w średniowieczu za ryby, dzięki czemu Kościół zezwalał na jedzenie bobrzego mięsa podczas postu.

       

    • W dawnych czasach brązowy barwnik wytwarzany przez mątwy zwyczajne służył jako atrament. Jego charakterystyczny odcień zwany jest "sepią" od łacińskiej nazwy mątwy: "sepia".

       

    • Gruszka awokado - owoc rośliny o nazwie: smaczliwka wdzięczna - jest bardzo rzadkim przykładem owocu, w którego składzie dominującą rolę grają tłuszcze, a nie cukry.

       

    • Żołny - ptaki występujące również w Polsce (głównie południowo-wschodniej) są dostosowane do chwytania w locie pszczół, os i szerszeni. Stąd wywodzi się angielska nazwa tego ptaka: "bee-eater" znaczy "pszczołojad".

       

    • Robaczek świętojański (świetlik) jest gatunkiem chrząszcza. Ma on zdolność do emisji światła, które służy do wzajemnego rozpoznawania się i zwabiania osobników. Świetlik wytwarza światło w reakcji chemicznej, w której utleniany jest związek chemiczny - lucyferyna przy pomocy enzymu - lucyferazy.

       

    • Charakterystyczna, pomarańczowa barwa mięsa łososi pochodzi od barwników: karotenoidów, zawartych w małych skorupiakach, które stanowią pokarm tych ryb.

       

    • Wysuwanie i wsuwanie języka do pyska, charakterystyczne dla węży i jaszczurek, ma bardzo istotne znaczenie dla recepcji zapachu u tych zwierząt. Wysunięty język pobiera substancje zapachowe z powietrza lub przedmiotów otoczenia, by po wciągnięciu przenieść je do tzw. narządu Jacobsona, położonego w przedniej części jamy gębowej. Narząd ten odpowiedzialny jest bezpośrednio za odczuwanie zapachów.

       

    • Masa pokarmu, zjadanego przez człowieka w ciągu całego jego życia, wynosi 40 ton.

       

    • Gdyby jedna mszyca kapuściana mogła rozmnażać się bez żadnych ograniczeń, to po roku jej potomstwo ważyłoby 822 miliony ton. Jest to rekord płodności u zwierząt.

       

    • We florze Polski spotykamy rośliny półpasożytnicze, czyli takie, które pobierają wodę i sole mineralne od innych roślin. Są to: jemioła pospolita, gązewnik europejski oraz przedstawiciele rodziny trędownikowatych z rodzajów: szelężnik, pszeniec, świetlik i zagorzałek.

       

    • Trzmielojad - ptak drapieżny gniazdujący w Polsce, wyspecjalizował się w zjadaniu trzmieli, os, pszczół i ich larw. Wskutek tego, szpony trzmielojada nie są tak ostre, jak u innych ptaków drapieżnych.

       

       

> Galeria zdięć (losowe zdięcia)
Dodano: 2009-07-06 Dodano: 2009-07-06 Dodano: 2009-07-12 Dodano: 2008-06-14